|
Śmigus Dyngus
Za okienkiem było jeszcze ciemno, choć niebo było już jakby szarawe. Wewnątrz izby można było rozróżnić tylko okienko. No, może jeszcze takie niewyraźne zarysy łóżka i stołu, ale nic więcej. Noc! Kaśka nie bardzo jeszcze pojmowała o co chodzi, po głowie chodziły jej jeszcze resztki snu, nie była pewna czy jest tam gdzieś na polu pod lasem, czy też u siebie w łóżku, ale wyraźnie słyszała dziwne szmery zza okna. Takie chrobotanie. Nagle, za szybą pojawił sie zarys ludzkiej ręki. Pociągnęła za futrynę. Raz, drugi... Za trzecim razem skobel zazgrzytał i puścił. Okno się otworzyło. Obie dziewczyny usłyszały wyraźnie chór żab z jeziora, ale nie było im przeznaczone przysłuchiwanie się odgłosom przyrody! - Józek, dawaj wiaderko! Okienko nagle znikło, za chwilę pojawiło się z
powrotem. Znikło jeszcze raz, zarys człowieka je zasłonił, ale za chwilę
znów odsłonił. Zarówno Kaśka jak i Józka, jej siostra, były teraz
całkowicie obudzone. Obie wiedziały co za chwilę się stanie, odczuwały
niby to podniecenie, ale tak na prawdę to się po prostu bały. Strumień lodowatej wody uderzył w twarz, najpierw Józkę, i zaraz potem Kaśkę. Była ona tak zimna, że dech w nich zaparło. Całe łóżko było mokre. Obie dziewczyny wyskoczyly z niego tak szybko, że drugi atak je ominął: zimna woda rozprysnęła sie o łóżko i zbryzgała ścianę. - Eeiiiii, brrrr, uff, aaaa!!!! Najpierw jedna dziewczyna, potem druga, po omacku
odnalazły drzwi. Przemknęły się przez nie, wybiegły na dwόr, a tutaj
jeszcze więcej chłopakόw: każdy trzyma ceberek lub wiaderko, woda
chlusta ze wszystkich stron, dziewczyny piszczą, chłopaki się śmieją,
nie tylko tutaj, na ich własnym podwόrku, ale u sąsiadόw też. A za chłopakόw to one się jeszcze też wezmą. Nie
dzisiaj, ale może jutro... (05-03-01) |