Śmigus Dyngus


- Kaśka, Jezusie święty, obudźże sie!
- Mmmmm ....
- No obudźże się, szybko, idą!!!

Za okienkiem było jeszcze ciemno, choć niebo było już jakby szarawe. Wewnątrz izby można było rozróżnić tylko okienko. No, może jeszcze takie niewyraźne zarysy łóżka i stołu, ale nic więcej. Noc!

Kaśka nie bardzo jeszcze pojmowała o co chodzi, po głowie chodziły jej jeszcze resztki snu, nie była pewna czy jest tam gdzieś na polu pod lasem, czy też u siebie w łóżku, ale wyraźnie słyszała dziwne szmery zza okna. Takie chrobotanie. Nagle, za szybą pojawił sie zarys ludzkiej ręki. Pociągnęła za futrynę. Raz, drugi... Za trzecim razem skobel zazgrzytał i puścił. Okno się otworzyło. Obie dziewczyny usłyszały wyraźnie chór żab z jeziora, ale nie było im przeznaczone przysłuchiwanie się odgłosom przyrody!

- Józek, dawaj wiaderko!
- Już, tutaj, bierz!

Okienko nagle znikło, za chwilę pojawiło się z powrotem. Znikło jeszcze raz, zarys człowieka je zasłonił, ale za chwilę znów odsłonił. Zarówno Kaśka jak i Józka, jej siostra, były teraz całkowicie obudzone. Obie wiedziały co za chwilę się stanie, odczuwały niby to podniecenie, ale tak na prawdę to się po prostu bały.

I miały czego!

Strumień lodowatej wody uderzył w twarz, najpierw Józkę, i zaraz potem Kaśkę. Była ona tak zimna, że dech w nich zaparło. Całe łóżko było mokre. Obie dziewczyny wyskoczyly z niego tak szybko, że drugi atak je ominął: zimna woda rozprysnęła sie o łóżko i zbryzgała ścianę.

- Eeiiiii, brrrr, uff, aaaa!!!!
- Śmigus dyngus, śmigus dyngus, śmigus dyngus, hahahaha!!!
- Achhh, brrrr, och, wy chłopaczyska! Co wy tu...
- Wielkanoc! Poniedziałek! Tradycja! Śmigus dyngus!

Najpierw jedna dziewczyna, potem druga, po omacku odnalazły drzwi. Przemknęły się przez nie, wybiegły na dwόr, a tutaj jeszcze więcej chłopakόw: każdy trzyma ceberek lub wiaderko, woda chlusta ze wszystkich stron, dziewczyny piszczą, chłopaki się śmieją, nie tylko tutaj, na ich własnym podwόrku, ale u sąsiadόw też.
Przemoczone do suchej nitki, drżące z zimna, parskające jak konie, ale szczęśliwe: tylko zapomniane baby, pozostawione suche w poniedziałkowy poranek, będą miały kłopoty z wyjściem za mąż. One, na pewno nie!

A za chłopakόw to one się jeszcze też wezmą. Nie dzisiaj, ale może jutro...

Tak było w przeszłości. Teraz coraz mniej ludzi mieszka na wsi, mieszczuchy tylko się popsikają odrobiną wody z rozpylacza, wodnego pistoletu lub szklanki do mycia zębόw. Psikają się wszyscy, co prawda chłopaki są bardziej aktywni, ale i dziewczyny też się potrafią odgryźć. Tak całkiem mokrych „ofiar” dużo nie ma (choć też się zdarzają), ale śmiechu i radości nie brakuje zupełnie. I przez cały poniedziałek nikt się bezpieczny nie czuje!

Wojtek Grochowski

(05-03-01)