|
PRZEDWIOŚNIE 2005 Co słychać w Polsce pod koniec lutego? Ano mamy śnieg za oknem, mróz trzyma i puszcza – jak mu się podoba; kilkanaście dni temu Kościół rozpoczął Wielki Post, niebawem polska telewizja będzie transmitować galę oskarową a Polacy już robią zapasy na Święta Wielkanocne. W tym galopie spraw codziennych rzadko zdarzy się ktoś będący ponad tym wszystkim tzn. pochłonięty sprawami zupełnie innymi niż większość rodaków. Trudno być taką samotną, niezależną wyspą w Biało-Czerwonej ojczyźnie sprzeczności, paradoksów i nieustannego rozdrapywania czy zadawania nowych ran. Ciągłe narzekania, obrzucanie się błotem w łonie rządzących powoduje pesymistyczne nastrojenie oraz skołowanie polskiego społeczeństwa. Tego typu odczucia są mi jak najbardziej bliskie i wpędzają mnie czasami w coraz większą otchłań rozpaczy – dlaczego? Otóż kończę pewien etap w życiu – czyli studia i zaczynam jednocześnie nowy, który niestety nie rysuje się za dobrze. Będąc jednostką zasilającą niebawem szeregi elity intelektualnej naszego kraju nie mogę spodziewać się zbyt wiele, nawet nie wiem czy państwo jest w stanie zapewnić mi minimum, bym mogła godnie funkcjonować w społeczeństwie. Ten problem dotyka większości - śmiem twierdzić -absolwentów szkół wyższych w Polsce. Perspektywy niby są i kto szuka ten znajdzie – jednak to kropla w morzu potrzeb. Duże miasta mają do zaoferowania większą liczbę miejsc pracy czy praktyk, ale nie każdy może sobie pozwolić na przeprowadzkę czy migrację do takiego ośrodka. Poza tym żeby dostać dobrą pracę najlepiej być młodym, doświadczonym z poukładanym życiem (np. założona rodzina, odchowane dzieci itp.) i stu procentowym oddaniem dla wykonywanej pracy, która nie zawsze bywa interesująca. Nie byłoby nic w tym złego gdyby nie fakt, że człowiek to ogromnie skomplikowana istota czująca, a nie maszyna zaprogramowana na katorżniczą pracę najczęściej w stresie i obawie ‘czy aby jestem wystarczająco dobry, żeby tu pracować’. Nie ulega wątpliwości, że tego typu przedsięwzięcie - jak praca, bardzo często oznacza poświęcenie, wyrzeczenia i presję – ale jeśli jej owoce przynoszą wymierne skutki wówczas aż chce się podejmować kolejny trud. Niewielu ludzi z jakimi rozmawiałam jest zadowolonych ze swojej pracy – większość wykonuje swój zawód z musu i niechęcią. Pasja, która kiedyś towarzyszyła ich zajęciom przerodziła się w marazm, mechaniczne wykonywanie swoich zadań, skostnienie zawodowe. Większość ludzi po prostu nie jest zadowolona z zarobków, które są za niskie. Kredyt i pożyczka to jedyna szansa na zakup nowego sprzętu, remont, leczenie, wyjazd itp. Ponoć Polacy nie potrafią oszczędzać – ale z drugiej strony – z czego mają odłożyć? Smutne też wydaje się być, że wielu młodych ludzi robi wszystko by dostać pracę bardzo dobrze płatną tylko dla tego faktu, a nie z czystego zamiłowania. Nie było chyba w naszej historii takiego okresu, że
wszyscy chodzili zadowoleni – zawsze jakaś dziedzina życia społecznego
była wyżej a inna podupadała. Ale tak to już jest, że zauważa się te
rzeczy, które idą źle a o postępie jakoś szybko się zapomina. Narzekają
i starzy, i młodzi. Zawsze jest coś nie tak. Warto czasem pomyśleć o
innych częściach świata, gdzie dzieje się naprawdę tragedia oraz docenić
nasz specyficzny polski smrodek. Ja czasem tak robię, ale i tak
rzeczywistość osacza mnie prędzej czy później. Z niecierpliwością czekam
na lepsze jutro. Tymczasem pójdę ulepić bałwana, potem zobaczę czy J.P.
Kaczmarek dostanie Oscara i zastanowię się jakich składników jeszcze mi
brakuje do świątecznych wypieków. |