|
LIST Z POLSKI
Być może powyższymi cnotami będzie charakteryzował się przyszły prezydent, do którego wyboru przygotowują już się powoli wszystkie znaczące środowiska polityczne. Chociaż czas głosowania jeszcze daleki, to pojawiają się już nazwiska potencjalnych kandydatów: Marek Borowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Zbigniew Religa, Lech Wałęsa, Jan Rokita lub Donald Tusk, Tomasz Lis, Andrzej Lepper, Roman Giertych. Znamy też najnowsze statystyki CBOB’u, według których prezydentem zostałby prof. Zbigniew Religa, na drugim miejscu znalazł się natomiast Tomasz Lis - nie należy jednak tych wyników uważać za rozstrzygające i ostateczne, bowiem zmiana nastrojów i preferencji jest bardzo dynamiczna w naszym kraju. Można też wykreować eksperyment, jaki niedawno na
zlecenie Wprost został wykonany przez firmę statystyczną Pentor. Setkom
rodaków złożono następujące pytanie: Którego z zagranicznych polityków
poparłbyś, gdyby startował w wyborach prezydenckich w Polsce? Ranking
wypadł następująco: Zostawmy jednak wybory prezydenckie w spokoju, mając nadzieje, iż zaskoczą one nas równie pozytywnie jak największe polskie przedsiębiorstwa (PZU, KGHM, PKO BP, Telekomunikacja), które jak jeden mąż zadziwiły świetnymi wynikami finansowymi za 2004 rok. Razem wypracowały one około 69,8 miliardów przychodów oraz 7 miliardów czystego zysku, czyli dwa razy więcej niż w poprzednich latach. Tak dobre rezultaty narodowych okrętów flagowych to efekt trwającego już od ponad roku szybkiego wzrostu całej gospodarki. Polacy chętniej wydawali pieniądze, a firmy – po kilku latach przerwy – wreszcie zaczęły zwiększać produkcję lub skalę usług. Aby utrzymać dobrą koniunkturę w kraju, potrzebujemy ciągłego napływu inwestycji. Jeśli tak się stanie, ekonomistom spadnie kamień z serca, bowiem eksport, w który bije umacniający się złoty, może stracić zdolność napędzania wzrostu gospodarczego. Nowe inwestycje oznaczają również nowe miejsca pracy oraz szanse na dogonienie starych krajów Unii Europejskiej, tak jak zrobiła to Irlandia. Przypadek Irlandii jest niesamowity i fascynujący – jeszcze nie tak dawno, była zacofanym wyspiarskim państwem z masową emigracją zarobkową oraz jedną z najwyższych stóp bezrobocia w Europie. Dzisiaj natomiast przegoniła ona Wielką Brytanię w poziomie rozwoju przemysłowego, a wskaźnik PKB per capita wynosi 29 tysięcy dolarów!!! Przypadek Irlandii powinien być dla nas realnym do spełnienia snem o Polsce potężnej i nowoczesnej – tym bardziej, że państwo to posiada wiele podobieństw do naszego kraju. Pozwolę sobie teraz przeanalizować czynniki prowadzące do tak fenomenalnego wzrostu, mając nadzieję, iż pozwoli to trafniej dokonać diagnozy naszego poziomu strategii i polityki państwowej oraz zainspiruje do katalizowania zmian. Przede wszystkim czołowym sposobem działania jest sformułowanie przez rząd irlandzki kierunku zmian strukturalnych gospodarki. Uznano konieczność odejścia od tradycyjnej gałęzi przemysłu lekkiego oraz spożywczego na rzecz sektora technicznego, elektronicznego, biotechnologicznego oraz farmaceutycznego. Dodatkowo priorytetem miały stać się także usługi informatyczne oraz finansowe. Świadomie odeszło się od polityki neoliberalnej (równego traktowania wszystkich dziedzin). Podstawową komórką tej selektywnej polityki były sterowane przez centralę bezpośrednie inwestycje zagraniczne (FDI – Foreign Direct Investment). Na dalszy plan odsunięto program reformy rolnej, bowiem sektor ten nie tworzy strumienia modernizacji dla całej gospodarki. Ciekawym pomysłem było wprowadzenie zróżnicowania w opodatkowaniu dochodu spółek(neokeynesowski punkt widzenia) w zależności od opierania się na własnym lub zagranicznym zaopatrzeniu czy bazie naukowo badawczej. Korzystanie z obcego zaopatrzenia lub bazy opodatkowane zostało dwukrotnie więcej, bo aż 23 procent. Wprowadzono także system ulg podatkowych, grantów oraz specjalnych stref ekonomicznych, co okazało się nader skuteczne. Praktyka irlandzka pokazała, że chociaż sektor nowych technologii i usług eliminuje pracochłonne procesy (zmniejsza stare miejsca pracy), to daje on także równocześnie nowe miejsca pracy, dzięki której stopa bezrobocia mogła zostać zredukowana do 4 procent (z 15%). Decydujące znaczenie dla rozwoju miały także (interpretacja neoliberalna): niski udział sektora publicznego, obniżanie stopy podatku dochodowego (12,5%), liberalizacja przepływu kapitałów oraz mniejsza niż w Unii Europejskiej rola świadczeń społecznych. Wydaje się jednak, iż większą wagę należy tu przyznać świadomej strategii politycznej i gospodarczej państwa, polegającej na pewnym interwencjonizmie. Wiemy, co przyczyniło się do wzrostu gospodarczego w
Irlandii, ale czy to nam wystarczy, czy wiedza może coś znaczyć bez
czynu? Nasze chęci powinny odzwierciedlać się w codziennej, żmudnej
pracy, elementarnej uczciwości oraz chęci zrobienia czegoś z niczego – w
przeciwnym wypadku jeszcze przez wiele lat kojarzeni będziemy z państwem
byłego bloku sowieckiego o nieokiełznanej (czytaj: głupkowatej)
żywiołowości serca. (05-03-01) |