Dwujęzyczność
czyli
dlaczego i w jaki sposób uczyć dzieci polskiego na obczyźnie

Ile razy rozmawiamy ze znajomą Polką z Nowego Jorku, ona zachwyca się, że nasze dzieci tak dobrze mówią po polsku. Swoje dzieci próbowała na początku uczyć polskiego, ale dość szybko z tego zrezygnowała. Mąż jest polskiego pochodzenia i języka polskiego prawie nie zna - łatwiej było im wszystkim porozumiewać się w jednym języku. Tego typu sytuacji i historii miałam okazję zaobserwować bardzo wiele od momentu mojego przyjazdu do USA dwanaście lat temu. Problem uczenia dzieci polskiego na obczyźnie był jednak znany mi od dawna. Część rodziny mojej mamy porozjeżdżała się po drugiej wojnie światowej, po całym świecie, nie tylko do krajów anglojęzycznych. Znałam więc, zarówno z opowiadania, jak i z naocznej obserwacji, problemy rodziców z nauczaniem swoich dzieci języka polskiego.

Dwujęzyczność najlepiej rozwijać u dzieci, bo ich narządy mowy i słuchu są elastyczne i z łatwością rozpoznają i przyswajają skomplikowane dźwięki, których dorosły człowiek często nie jest już w stanie rozróżnić lub opanować

W moim artykule chciałabym przedstawić problem dujęzyczności - czym jest, jakie są jej korzyści i w jaki sposób można ją osiągnąć. Opierać się będę na własnym doświadczeniu (i jako rodzica, i jako nauczyciela), na obserwacjach wśród krewnych i znajomych oraz na wiedzy z pedagogiki i metodyki nauczania, którą zdobyłam podczas studiów na Wydziale Filologii Angielskiej. Być może wiele z moich uwag wyda się oczywistymi lub dobrze znanymi, ale myślę, że przypomnienie lub uporządkowanie tych spraw może wielu osobom pomóc, czy to w podjęciu decyzji uczenia dzieci polskiego, czy też w rozwiązywaniu problemów z tym związanych.

Dwujęzyczność, inaczej bilingwizm, to umiejętność płynnego posługiwania się dwoma językami, najczęściej od dzieciństwa. Dwujęzyczność najlepiej rozwijać u dzieci, bo ich narządy mowy i słuchu są elastyczne i z łatwością rozpoznają i przyswajają skomplikowane dźwięki, których dorosły człowiek często nie jest już w stanie rozróżnić lub opanować. Pisząc o umiejętności posługiwania się językiem mam na myśli cztery sprawności: mówienie, rozumienie mowy, czytanie i pisanie. W tym artykule zajmę się głównie dwoma pierwszymi, ze szczególnym odniesieniem do dzieci najmłodszych.

Dla wielu z nas, polskich emigrantów, jest rzeczą naturalną, że nasze dzieci powinny uczyć się języka polskiego. Robimy to często wyłącznie z pobudek sentymentalnych - język polski wiąże się z naszym wychowaniem, wykształceniem. To nasze dziedzictwo, które chcemy przekazać dzieciom. Wielu rodzicom potrzeba jednak bardziej racjonalnych i praktycznych powodów, żeby poświęcić czas i energię na nauczanie swoich dzieci tak mało uniwersalnego języka jakim jest polski. Wiele badań przeprowadzonych nad dwujęzycznością, wskazuje, że korzyści z niej płynacych jest wiele. Dwujęzyczność ułatwia naukę innych języków. Moi krewni z Londynu, urodzeni już poza Polską, oprócz języka polskiego i angielskego, płynnie posługują się językiem francuskim i hiszpańskim, a ich dzieci (a więc trzecie pokolenie emigrantów) też znają przynajmniej cztery języki. Wszystkim bardzo to pomogło w karierze zawodowej. Dwujęzyczność pomaga w nauce w ogóle, rozwija bowiem zdolności rozumienia i kojarzenia. Dzieci dwujęzyczne potrafią też z większą łatwością przestawiać się z jednego zadania na drugie i łatwiej się koncentrują. Mimo że zasób słów języka miejscowego jest na ogół mniejszy u dzieci dwujęzycznych niż u dzieci jednojęzycznych, dzieci dwujęzyczne często w sposób pełniejszy potrafią wykorzystać sam język, są językowo bardziej twórcze, mają niejako większą świadomość jego wieloznaczności i wielostronności. Najznakomitszym tego przykładem jest twórczość Józefa Konrada Korzeniowskiego, który wzniósł literaturę anglo-języczną na niespodziewane wyżyny doskonałości poprzez oryginalne, niebanalne i bardzo inspirujące użycie języka. Z punktu widzenia socjologii, dwujęzyczność pomaga uczyć tolerancji i propaguje wielowarstwowe społeczeństwo. Poza tym, nie należy nigdy wykluczać powrotu do Polski na stałe, bo nawet po kilkunastu latach pobytu na obczyźnie, decydują się na to osoby mające dzieci w wieku szkolnym (patrz mój artykuł „Powroty”, WK17). Dwujęzyczność jest wtedy dla dzieci wielkim atutem. Czasem decydują się na taki powrót już same dzieci emigrantów, które w kraju ojczystym rodziców szukają lepszego startu zawodowego. Tak stało się z kilkoma moimi kuzynami, urodzonymi i wykształconymi w Anglii, ale z bardzo dobrą znajomością języka polskiego i polskiej kultury. Wykorzystali oni zmiany w Polsce w latach 90. i z dużym powodzeniem rozwinęli karierę zawodową właśnie tam. Także postępująca globalizacja powinna dać szansę zawodowego sukcesu ludziom polskiego pochodzenia z dobrą znajomością języka polskiego.

Dla mnie bodźcem do podjęcia decyzji, żeby uczyć moje dzieci (obecnie 7 i 3 lata) polskiego było jeszcze takie rozumowanie. Chciałabym, żeby moje dzieci zawierzały mi swoje problemy, radości i smutki. Budowanie takiego zaufania musi wyjść ode mnie, od mojego dzielenia się swoimi sprawami. Skoro dla mnie najlepszym środkiem komunikowania się jest język polski, właśnie tym językiem powinniśmy się w domu posługiwać. Mam nadzieję, że to pomoże zbudować lepszą więź z moimi dziećmi.

Jest jeszcze jeden istotny problem. W większości przypadków rodzin  polsko-języcznych, rodzice, nawet jeżeli znakomicie znają język angielski, mówią z mniejszym lub większym akcentem. Mówimy do dzieci po angielsku po to, aby one znały ten język lepiej od nas, a w rezultacie udziela im się nasz akcent i powielają nasze błędy.

Osiągnięcie dwujęzyczności nie jest wcale proste. Wymaga wiele czasu, wytrwałości, konsekwencji i cierpliwości.

Od momentu narodzin moich dzieci mówiłam do nich po polsku. Staram się nie wtrącać angielskich słów, przyjmując zasadę: mówić tak, aby moje wypowiedzi mogły być łatwo zrozumiane w Polsce przez osoby nie znające języka angielskiego. Zaśmiecanie polskiego języka angielskimi słowami prowadzi do nasilającego się mieszania dwóch języków, a w konsekwencji często do całkowitego przejścia na język angielski. Wpływa to również negatywnie na wzajemne zrozumienie. Wiem, że czasem jest to trudne, gdyż język angielski jest bardzo skrótowy, polski natomiast bardziej opisowy; niektóre angielskie sformułowania i wyrazy są trudne do przetłumaczenia czy zastąpienia. Poza tym język polski w ostatnim czasie uległ znacznym wpływom języka angielskiego. Nie jestem purystką, ale staram się po prostu kierować zdrowym rozsądkiem.

Przede wszystkim dużo czytam moim dzieciom po polsku. Wiersze, bajki, opowiadania często towarzyszą nam nawet przy posiłkach. Śpiewamy razem polskie piosenki. Moje dzieci słuchają często polskich piosenek i bajek z kaset i płyt kompaktowych (najczęściej w samochodzie), oglądają polskie bajki, bawią się polskimi grami komputerowymi. Z posłaniem syna do przedszkola zaczekaliśmy do czasu jak  miał prawie cztery lata, bo chcieliśmy, aby  swobodnie posługiwał się językiem polskim. Postanowiliśmy tak zrobić również z naszą córką. Nie ukrywam też, że moim głównym motywem założenia Bajecznika, trzy i pół roku temu, była chęć zwiększenia kontaktu mojego syna z polskimi rówieśnikami. Z innych jeszcze sposobów ćwiczenia znajomości języka polskiego mogę zasugerować oglądanie polskiej telewizji satelitarnej. Dzieci w wieku szkolnym można posłać do Polskiej Sobotniej Szkoły lub, jeżeli koliduje to z zajęciami sportowymi lub sobotnimi rodzinnymi zwyczajami, na prywatne lekcje polskiego. Od zeszłego roku sama zaczęłam uczyć mojego syna czytania i pisania po polsku, właśnie w tygodniu. Poza tym, w naszym przypadku, są jeszcze coroczne wyjazdy do Polski. Są one oczywiście poważnym obciążeniem budżetu rodziny, jednak zdaję sobie sprawę z tego, jak kontakt z rodziną, rówieśnikami i polskim językiem na każdym kroku, pozytywnie wpływa, raz na jego znajomość, dwa na motywację dzieci do jego uczenia się.

A podtrzymywanie motywacji jest w  przypadku każdej nauki bardzo istotne. Mój syn, który właśnie rozpoczął pierwszą klasę, przeszedł swój pierwszy mały bunt i chciał, abyśmy mówili w domu po angielsku. Z chwilą pójścia dzieci do szkoły tego typu postawy nasilają się. Powtarzam więc mojemu synowi, że dziadkowie, kuzynki, kuzynowie i koledzy w Polsce nie znają angielskiego, a więc jak będzie z nimi rozmawiał podczas pobytu w Polsce? Jest to dla niego bardzo przekonywujące. Podsuwam mu także polskie książki, które odzwierciedlają jego zainteresowania.

Motywacji potrzebują też rodzice. Są tacy, którzy wstydzą się swojego pochodzenia i nie chcą, aby ich dzieci mówiły po polsku, inni nie czują więzi ze swoimi narodowymi korzeniami i chcą jak najszybciej wtopić się w amerykańskie społeczeńswo. Budownie motywacji w tych przypadkach jest bardzo trudne, a narodowe kompleksy to temat na osobny artykuł. Wielu rodziców uważa też, że dziecku łatwiej będzie, gdy od początku będą mówić po angielsku. Jest w tym dużo racji, ale myślę że trzeba po prostu myśleć trochę perspektywicznie. Pierwszy rok przedszkola dla mojego syna (miał już wtedy prawie 4 lata) był bardzo trudny, bo jego znajomość języka angielskiego była ograniczona. Ciężko mu było nawiązać kontakt z rówieśnikami i z nauczycielkami, zwłaszcza, że z natury jest nieśmiały. Ale w drugim roku, kiedy chodził do przedszkola cztery razy w tygodniu, nabrał pewności siebie i zrobił kolosalne postępy i w języku, i kontaktach z ludźmi.

Moja sytuacja jest oczywiście trochę uprzywilejowana – oboje z mężem jesteśmy Polakami, ja nie pracuję zawodowo, mam wykształcenie i doświadczenie pedagogiczne. Ale często oboje rodzice pracują. Matki pracujące zawodowo nie mają tyle czasu na domową naukę polskiego. Koleżanka pracowała kiedyś zawodowo „pełną parą”, a kiedy jej córka coraz gorzej zaczęła mówić po polsku, po czym w ogóle go zaniechała, koleżanka postanowiła założyć własną firmę. Pracując zawodowo w domu, ma większy kontakt z dziećmi. Ale co robić, gdy jednak matka decyduje się na pracę, która uniemożliwia spędzanie czasu z dziećmi w ciągu dnia? Uczenie języka polskiego jest wtedy trudne, ale nie niemożliwe (patrz przykład w następnym paragrafie). Do znajomych często przyjeżdżała matka z Polski, a po śmierci męża przeniosła się do USA na stałe i teraz mieszkają razem. Inni znajomi regularnie sprowadzają z Polski pomoc do dzieci, niekoniecznie krewnych. Koleżanki znalazły opiekę do dzieci wśrod tutejszej Polonii. Pozostaje też żmudna praca z dzieckiem po pracy. Posiłki, kąpiel, czy, w przypadku osób wierzących, modlitwa – to momenty, które można wykorzystać na naukę polskiego.

Jeszcze inaczej wygląda nauka języka polskiego w małżeństwach polsko-amerykańskich. Wymaga ona dużego poświęcenia, konsekwencji i samozaparcia obojga rodziców. Dużą przeszkodą jest świadomość, że ucząc dziecko polskiego w pewnym stopniu dzielimy rodzinę na dwie części, bo rodzic-Amerykanin często nie rozumie o czym rozmawia ze swoimi dziećmi rodzic-Polak. Nasi przyjaciele na przykład, to rodzina amerykańsko-szwedzka z czwórką dzieci w wieku od trzech do dwunastu lat. Ojciec-Szwed od początku życia swoich dzieci mówił do nich konsekwentnie po szwedzku, czytał im bajki, uczył czytać i pisać. Matka cały czas wspierała tę naukę, okazywała dużo zrozumienia i cierpliwości. Obecnie znajomość szwedzkiego u dzieci jest zróżnicowana, najlepiej zna go oczywiście najstarsze, najsłabiej najmłodsze, ale ciągle język szwedzki jest istotną częścią ich życia rodzinnego. Każdy wyjazd do Szwecji (raz na kilka lat) bardzo podnosi tę znajomość. W ich sytuacji godne podziwu jest to, że to ojciec, który siłą rzeczy spędza z dziećmi zdecydowanie mniej czasu niż niepracująca zawodowo matka, jest osobą uczącą swe dzieci innego niż angielski języka. Jego żona też nauczyła się szwedzkiego na tyle, że rozumie o czym mówią i podczas pobytu w Szwecji potrafi porozumiewać się po szwedzku.  

... korzyści płynące z dwujęzyczności to poczucie przynależności, lepszy kontakt z rodzicami, z krewnymi i znajomymi w Polsce, większe zdolności kognitywne, wreszcie szansa na rozszerzenie możliwości zawodowych.

Tutaj chciałabym zwrócić uwagę na jedną istotną rzecz - jedna osoba powinna mówić konsekwentnie do dziecka w jednym języku, zwłaszcza na początku (mniej więcej do trzeciego roku życia). Niektórzy sądzą, że gdy będą mówić do dziecka w dwóch językach na przemian, to szybciej nauczy się ono obu języków. Nie ma nic bardziej mylnego. W takiej sytuacji dziecko jest po prostu zdezorientowane i najczęściej dochodzi do opóźnienia w rozwoju mowy. Często potrzebna jest interwencja lekarza, który na ogół zaleca zdecydowanie się na jeden język i rodzice zwykle decydują się na język miejscowy. Taka sytuacja spotkała moją kuzynkę, która wyszła za mąż za Hiszpana i do swojego najstarszego syna oboje mówili raz po angielsku, raz po hiszpańsku, czasem ona po polsku i syn nie mówił aż do czwartego roku życia.

Reasumując, korzyści płynące z dwujęzyczności to poczucie przynależności, lepszy kontakt z rodzicami, z krewnymi i znajomymi w Polsce, większe zdolności kognitywne, wreszcie szansa na rozszerzenie możliwości zawodowych. Środki do osiągnięcia celu to przede wszystkim chęć, potem czas, samozaparcie i konsekwencja, których młodym stażem rodzicom, jak i samej sobie, serdecznie życzę.

Bożena Zaremba

(03-10-01)