|
Dom
Dziecka w Chociulach
 Chociule
to niewielka wioska położona około 40 km od Zielonej Góry.
Jedziemy lipową aleją, podskakując na kocich łbach.
Po prawej stronie porzez kilkadziesiąt metrów ciągnie się
olbrzymi mur okalający dziewętnastowieczny pałac. Poprzez
strzeliste wieżyczki architektonicznie nawiązuje do gotyku.
Wrażenie robią bogato zdobione gzymsy i obramowania okienne,
do których poprzyczepiane są sznurki z wiszącym na nich
praniem. Szukamy Doroty, mojej uczennicy, którą opiekowałam
się w pogotowiu opiekuńczym w Zielonej Górze. Dowiedzieliśmy
się, że niedawno przeniesiono ją stamtąd. Wchodzimy
przez olbrzymie, odrapane
wejście. W drzwiach wita nas sympatyczny kundel. Później
wybiega Dośka i ze łzami w oczach rzuca mi się szyję.
Zaprasza nas do rodzinnie wygladajacego pokoju, w którym jej koleżanki
i koledzy z uśmiechniętymi buźkami siadają zaraz
przy nas. Jedne przytulają się do naszych rąk, inne z
zainteresowaniem chcą dowiedzieć się kim jesteśmy i
skąd przyjechaliśmy. -
Ja też mam ciocię za granicą. W Niemczech. Czasami przyjeżdża
do mnie i zabiera mnie do McDonalds’a – mówi Ania, która utrzymuje
kontakt z zaprzyjaźnioną rodziną. Po kilku godzinach
znamy już około 5 ha parku położonego wokól pałacu.
- Hej Daniel, wczoraj znaleźliśmy tam na wzgórzu stare
widelce i talerze z dawnych czasów – wykrzykuje do mojego męża
dziesięcioletni Krystian, który w domu jest już niemal od
urodzenia.
W
placówce opiekę znajduje 62 dzieci w wieku od 6 do 24 lat. Wśród
nich jest jeden student Politechniki Poznańskiej, dwóch maturzystów,
jeden uczeń szkoły średniej. Siedem osób uczęszcza
do szkoły zawodowej w Świebodzinie, blisko Zielonej Góry,
cztery do gimnazjum (również w Świebodzinie), 34 do
Publicznej Szkoły Podstawowej w Chociulach, w tym 4 do klasy 0.
Pozostałe dzieci objęte są programem przedszkolnym
realizowanym w placówce.
Dyrektor
placówki, Kwiryn Patan, pokazuje nam kolorowe, pachnące nowością
aneksy kuchenne, toalety wyłożone kafelkami, salę
komputerową i niewielką siłownię, którą
przerobił z komórki na ziemniaki. - Jakoś sobie radzimy, dzięki
ludziom z wielkim sercem. Mamy jeszcze morze potrzeb, ale zawsze trzeba
być dobrej myśli. Obciąłem nasze pensje, aby zwiększyć
dzienną rację żywieniową - mówi mimochodem
dyrektor.
Dzięki sponsorom organizowane są igrzyska
sportowe domów dziecka, rajdy turystyczne, przeglądy muzyczne,
wycieczki autokarowe. - Nie chcę się narzucać, ale
zamiast kwiatów moglibyście poprosić gości, żeby
przynieśli Wam piórniki dla dzieci – sugeruje Pan Kwiryn
dowiedziawszy się, że za kilka dni mamy wesele. Pan Kwiryn
Patan to skromny człowiek z sercem jak dworskie wierzeje, który z
nawet najmniejszej pomocy potrafi uczynić cuda. Osoby dobrej woli,
które chciałyby pomóc wychowankom domu, mogą przesyłać
czeki na Polski Klub w Atlancie, z dopiskiem „Dom Dziecka” (do 15
grudnia). Adres Klubu: Polski Klub w Atlancie, P.O. Boz 2271, Roswell,
GA 30075. Klub przekaże zebraną kwotę bezpośrednio
na konto Domu Dziecka jako prezent świąteczny, a listę
ofiarodawców prześle na jego adres. Podaję również
stronę internetową, gdzie można dowiedzieć się
więcej o działalności placówki: www.ddchociule.e7.pl,
e-mail: ddz_ch@ddchociule.e7.pl lub haban@fides.swiebodzin.pl.
Jonna
Babińska
(03-10-01)
|