|
Atrakcyjny
Pomysł na Aktywny Weekend
 Zarażona modą ostatnich lat na aktywny wypoczynek, a równocześnie
sprzeciwiając się wizerunkowi typowego klienta odwiedząjącego
super bar w Ameryce, zdecydowałam się na spływ kajakowy
rzeką Ocoee, TN. Dotychczas porywąjące wodospady klasy
trzeciej i czwartej były zródłem dobrej zabawy. Dlatego też
kolejny spływ, w dodatku niedaleko od domu, wydawał się
doskonałą alternatywą na letnie upały.
W sobotnie przedpołudnie po podpisaniu umowy, która
gwarantuje pełną ochronę firmie organizującej spływ,
w przeciwieństwie do jej nieprofesjonalnych uczestników, wyposażona
w kask, kamizelkę ratunkową i wiosło, z uśmiechem na
ustach ruszyłam na kolejny wodny bój. Pierwsze oznaki niepokoju
pojawiły się, gdy bardzo młody przewodnik powiedział,
że jest to jego zaledwie szósty spływ i czuje sie trochę
niepewnie. Jednak nauczona doświadczeniem z przeszłości
pomyślałam sobie: “takie tam gadanie” i zignorowałam
uwagi dotyczące tego jak zachowywać się w przypadku
wypadnięcia z pontonu. W końcu komu jak komu, ale mnie się
to nie przydarzy!- łudziłam się.
Pierwsze kilkaset metrów spływu tylko upewniło mnie w
tym przekonaniu. Pryskająca woda w ten upalny dzień wydawała
się bardzo przyjazna. Przewodnik chwalił nas za “dobrą
robotę”, dodając, że najgorsze jeszcze przed nami i jeśli
nie zastosujemy się do jego poleceń to możemy przypłacić
życiem. “Ci młodzi amerykańscy chłopcy przepełnieni
testosteronem lubią dramatyzować” – powtarzałam sobie
w duchu. Wtedy wyłonił się przed nami Humongous Rapid,
gdzie w 1996 roku odbywały sie konkurencje olimpijskie w spływach
kajakowych. W jednej chwili okazało się, że nie słychać
komend przewodnika, a niespodziewanie pojawiająca sie tuż
przed nami łódź wytrąciła wszystkich z równowagi.
Nagle ogromna siła wody porwała mnie i w ułamku sekundy
znalazłam sie pod wodą i co gorsza również pod pontonem.
Bezskutecznie próbowałam łapać powietrze zachłystując
się wodą. Wreszcie udało się, ale droga do brzegu była
daleka. Jednak z głową na powierzchni wody wiedziałam,
że przeżyję. Nic nie czułam. Prawdziwe tortury zaczeły
się później, kiedy siedząc na kamieniach odkrywałam
kolejne zranienia i zrozpaczonym wzrokiem szukałam męża,
a wokół słychać było syreny karetek.
Dziś, z wieloma siniakami i bliznami, bez butów, zegarka,
czy okularów, cieszę się z życia bardziej niż
dotychczas. Co więcej, jestem chyba pierwszą niepełnosprawną
Polką, która pokonała Humongous Rapid wpław, tym samym
udowadniając sobie, że nic nie jest niemożliwe. Jednak w
przyszły weekend wybiorę się na wycieczkę do muzeum
pozostawiając sporty ekstremalne na boku, przynajmniej do czasu
wykupienia polisy na życie. Natomiast tym, którzy kiedykolwiek
zdecydują się na spływ rzeką Ocoee, radzę wybrać
doświadczonego przewodnika, a wtedy Humongous Rapid okaże się
bardzo przyjazny.
Aleksandra
Lissowska
(03-10-01)
|